Spacerując po naszym cmentarzu parafialnym możemy zauważyć, że wiele osóbmzatrzymuje się przy obelisku stojącym opodal kaplicy cmentarnej. Jednak wielu ratowiczan,,zwłaszcza tych młodszych, nie bardzo orientuje się kogo właściwie upamiętnia ten pomnik.,Postawiono go w 2008 roku ku pamięci osób, które zostały zamordowane w 1945 roku w, Puźnikach na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej. Upominamy się właśnie o pamięć o nich. Dlaczego?
Otóż wielu mieszkańców naszej miejscowości to potomkowie osób zmuszonych do przesiedlenia z miejscowości Puźniki, położonej na Podolu, 18 kilometrów na południowy zachód od Buczacza. Przybliżmy nieco tragiczną historię ich rzezi i wypędzenia. Puźniki leżące w gminie Koropiec, w powiecie buczackim, w województwie tarnopolskim były zamieszkałe prawie w całości przez ludność polską. W 200 gospodarstwach mieszkało przed wybuchem II wojny światowej około 800 osób. W całej okolicy wieś znana była z sadów owocowych ciągnących się po obu jej stronach na długościm około trzech kilometrów. W historii wsi mocno zapisali się ojcowie Saletyni, pracujący nad podniesieniem poziomu oświaty i kultury mieszkańców Puźnik. Po wkroczeniu wojsk niemieckich w czerwcu 1941 roku rozpoczął się najtrudniejszy okres w dziejach wsi. Spowodowane to było zawiązaniem się współpracy ludności ukraińskiej, grup nacjonalistycznych, z władzami hitlerowskimi. Milicja ukraińska rozpoczęła prześladowanie polskiej ludności wsi. Dochodziło do napadów i pobić, wymuszania większych kontyngentów ( obowiązkowych dostaw produktów rolnych) na rzecz wojsk niemieckich, aresztowania Polaków podejrzanych o przynależność do Armii Krajowej. Pod koniec wojny było coraz więcej napadów band Ukraińskiej Powstańczej Armii na okoliczne polskie wsie. 8 lutego 1945 roku Banderowcy spalili żywcem we wsi Zalesie ponad 50 osób, w tym 7 mieszkańców Puźnik, którzy w tym czasie tam przebywali.
Złe przeczucia co do zamiarów Ukraińców spełniły się w nocy z 12 na 13 lutego 1945 roku. Wieś Puźniki została okrążona i zaatakowana z trzech stron: od Nowosiółek, Zalesia, Porchowej przez kilkusetosobową bandę UPA złożoną z mężczyzn i kobiet. Otworzyli oni ogień z broni maszynowej i podpalili zabudowania w wielu miejscach wsi. Z płonących domów i stajen zaczęto wyprowadzać zwierzęta. Obrońcy zmasowaniem ataku zostali całkowicie zaskoczeni. Każdy z nich działał na własną rękę broniąc swoich domów i
rodzin. Ci, którzy wcześniej nie schronili się, lub nie zdążyli ukryć w kryjówkach, uciekali do sąsiadów, na plebanię i do kościoła. Jeszcze inni kryli się w lesie, w głębokim śniegu przykryci białymi prześcieradłami, w kopcach na ziemniaki. Najmniej bezpieczne, jak się
później okazało były zagłębienia i wnęki biegnącego przez wieś rowu melioracyjnego. Zginęło tam najwięcej mieszkańców wsi zastrzelonych, zakłutych bagnetami i nożami, zarąbanych siekierami, zatłuczonych drągami. Napastnicy nie znali litości mordując nawet dzieci. Wszystkie te mordy odbywały się przy wtórze krzyków błagających o litość, konających, ryczącego bydła, walących się domów. Napastnicy wycofali się z Puźnik po kilku godzinach. Obraz wsi po napadzie wyglądał strasznie.
W ciągu całego dnia 13 lutego mieszkańcy poszukiwali członków swoich rodzin. Opatrywano rannych. Zwłoki zabitych zwożono na stary cmentarz, gdzie były dwa duże
doły pozostałe po walkach w 1944 roku. Pogłębiono je nieco i tam złożono. Jedni dla swoich bliskich zbili drewniane skrzynie, innych grzebano w białych prześcieradłach i płótnach. Wypełnione dwa duże doły stały się wspólnymi mogiłami ponad stu zamordowanych
mieszkańców Puźnik. Pogrzeb odbył się bez żadnych ceremonii, z udziałem tylko ocalonych mieszkańców. Na mogiłach postawiono dwa drewniane krzyże.
Po wyjeździe większości puźniczan w obręb nowych granic Polski w 1945 roku, we wsi pozostało kilka rodzin ukraińskich, polskich i mieszanych. W 1946 roku ocalałe domy zasiedliły rodziny Łemków i Ukraińców wysiedlonych z terenów graniczących z Polską. W budynku plebani urządzono szkołę. Jednak w 1949 roku władze zdecydowały o całkowitej likwidacji wsi. Mieszkańców zmuszono do opuszczenia domów, które wyburzono. Zniszczono kościół i plebanię. Wycięto sady owocowe. Zatarto wszelkie ślady po tej polskiej
osadzie.
Weronika Komidzierska, jedna z mieszkanek Puźnik wspominała swój pobyt w rodzinnej wsi następująco: „W 1980 roku byłam tam i serce mi się kroiło, gdy widziałam tam (na miejscu wsi) buraki. Byłam na grobach pomordowanych. Są to dwie mogiły, gdzie oni są pochowani. Nikt nie zapali im świecy, nie postawi pomnika. Są to Kresy Wschodnie i nie ma komu upomnieć się, aby w jakiś sposób upamiętnić męki tych okrutnie pomordowanych ludzi”.
Nie ma już polskich zagród, tych co ocalały po pogromie i spaleniu. Nie ma kościoła ani plebanii, w których ocalało najwięcej osób, bronionych przez polską samoobronę. Plac kościelny pokrywa gęstwina krzewów i dużych drzew. Wokół gęsty i ciemny las
Naród bez tożsamości ginie, a przecież świadomość historyczna jest jej częścią. Musimy więc dbać o zachowanie w pamięci zbiorowej tego, co dotyczy naszej historii. Coraz głośniej więc upominamy się też o pamięć naszych rodaków zamordowanych na
Wołyniu i Podolu, w innych miejscach, gdzie dokonywano na Polakach zbrodni ludobójstwa, wciąż nie odkrytych pomimo upływu już 66 lat od zakończenia wojny. I wciąż czekających na rzetelne, niezafałszowane przywrócenie na karty historii. Bo jako naród mamy do prawdy historycznej niezbywalne, prawo. Jeśli nie będziemy się o naszych zamordowanych rodaków upominać, to będzie oznaczać, że o nich zapomnieliśmy, że nie są dla nas ważni, ich los, ich śmierć, a więc i nasz los zbiorowy, narodowy.
12. i 13. lutego będziemy obchodzić kolejną, „zapomnianą” rocznicę tej tragedii. Pamiętajmy o rodakach, którzy zginęli, dlatego że byli Polakami. Pochylmy czasem głowę przy pomniku na naszym cmentarzu.
Beata Jagielska
Korzystałam z opracowań Ryszarda Działoszyńskiego “Wspomnienie o Puźnikach, Koropcu, Buczaczu i Podolu”,
Niemysłowice2004,oraz informacji ze strony internetowej www.niemysłowice.pl





